Jak zdecydujesz, tak będzie

Ostatni rok przyniósł wiele zmian w moim życiu. Pewne zmiany były spowodowane moimi decyzjami, inne mnie zaskoczyły – nie były planowane.
Między innymi taką moją (a w zasadzie naszą: bo Agnieszki też) decyzją, była zmiana siedziby naszej firmy. Po 10 latach zdecydowałyśmy, że może warto się rozejrzeć i poszukać lepszego miejsca. Mamy zbyt wiele planów, którym „stare” miejsce nie sprosta. 
Od ponad tygodnia „mieszkamy” w nowym miejscu. Jeszcze na pudłach i kartonach, ale i tak jest pięknie.
Powoli przenosimy ostatnie rzeczy i zaczynamy rozpakowywać pudła. A w tym całym zamieszaniu firma działa normalnie oczywiście – nie może być inaczej.
Dlatego też mniej piszemy – ale nadrobimy, obiecuję.

Inna zmiana, to zmiana w życiu moich dzieci (i w zasadzie w moim też) – jedno idzie do gimnazjum (przynajmniej na razie wszystko na to wskazuje) a drugie do czwartej klasy. Dużo się zmieni od września – nowe obowiązki, nowe wychowawczynie, nowy rytm. Ale na razie oboje na obozach – nie myślą o szkole.
Ja zresztą też nie – wakacje to chwila oddechu od obowiązków szkolnych i okołoszkolnych.  

W naszej codzienności zmiana goni zmianę. Spotykają nas sytuacje wymagające szybkiej reakcji i działania. To sytuacje, które potocznie nazywamy – pożarami. Gasimy je i biegniemy dalej.  Oczywiście nie zawsze są takie dni – na szczęście są też nudne, zaplanowane i przewidywalne.

I tak musi być – codziennie gasić pożary nie sposób.

Są też zmiany większe – zaplanowane. Takie które w nas długo dojrzewały zanim doczekały się realizacji.
Związane są albo z rozwiązaniem problemu albo podjęciem nowych działań rozwojowych.

Takim zmianom zwykle towarzyszy coaching.
Towarzyszy na każdym jej etapie – od dojrzewania do zmiany, poprzez gotowość do zmiany i jej realizację. Jako coach pomagam ustalić – co konkretnie ma zmienić i w jaki sposób to zrobić. Wynikiem takiej pracy jest plan działania- zaplanowany krok po kroku.

Bardzo często, pomimo świadomości i silnej potrzeby zmiany – odwlekamy rozpoczęcie działania i trwamy w swojej strefie komfortu.

To częste i naturalne. Potrzebujemy czasu.

Sama wiem, ile czasu potrzebowałam, żeby podjąć działania prowadzące mnie do wyznaczonego celu. Pomimo, że wiedziałam, że nie ma już innego wyjścia trwałam w takim zawieszeniu wiele miesięcy. Nie byłam gotowa.
Aż przyszedł ten dzień kiedy podjęłam konkretne działanie – i już nie było odwrotu, machina ruszyła.
Wcale nie było łatwiej. Ale miała poczucie, że to ten czas, to miejsce.

Planując zmianę warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

Jak będzie wyglądało moje życie po zmianie?

Daj się ponieść swojej wyobraźni. Opisz ze szczegółami, jak będzie wyglądał twój dzień, jak będziesz się zachowywać, jak się będziesz czuć. Zastanów się co jest dla Ciebie najistotniejsze w tym wyobrażeniu.

Na kogo wpływa moja decyzja?

Może to być twój partner, rodzina, dziecko czy współpracownicy. Jeśli się zmienisz (swoje zachowanie) w pewnym obszarze – będzie miało to wpływ na innych wokół Ciebie. 

Co zyskam a co stracę podejmując wyzwanie?

Zmieniając coś w swoim życiu najczęściej skupiamy się na tym co zyskujemy – nowe umiejętności czy kompetencje, zdrowie, kondycję, spokój. Ale równie często coś tracimy: może niektórych znajomych, ulubione (do tej pory) nawyki, pieniądze, wolny czas.

Zmiana to proces.

Zmiana to wysiłek.

Zmiana to wyjście ze swojej strefy komfortu.

Ale bardzo, bardzo warto ten wysiłek podjąć.

Dla samej siebie. 

A Ty? Jaką zmianę planujesz?

Napisz. 

  • Jola (Na Łysej Górze)

    Każda zmiana niesie ze sobą mniejszy bądź większy stres. A strefa komfortu jest również na swój sposób dobra – pokazuje nam, co jest dla nas ważne, co jest naszym marzeniem. Warto jej się przyglądać. Traktować jako swojego rodzaju drogowskaz. Przyczaić się i…opuścić ją, kiedy już wypełniła swoją rolę drogowskazu:) Trudne. Czasem nawet bardzo, ale jakie zadowolenie i szczęście, jak się jest poza nią. No po prostu duma z siebie!!!

  • Magdalena

    Dokładnie jest tak jak piszesz. Trudno, ciężko, ale warto! Bardzo, bardzo warto:)

  • Czasem ta gotowość nadchodzi dopiero, gdy czekająca na nas przyszłość – związana z konsekwencjami złych nawyków – zaczyna nas odwiedzać. Zauważyłam, że u całkiem sporej części Zmieniaczy, z którymi pracuję przy zmianie nawyków żywieniowych i tych związanych z aktywnością fizyczną, gotowość „przyszła” jako następstwo… kiepskich wyników badań. Niektórzy potrzebują takiego kopa w cztery litery, by ruszyć do przodu 😉

  • Magdalena

    No niestety, czasem i tak bywa. W zasadzie jestem przekonana, zwykle tak bywa- trzeba dojść do ściany, żeby się zmobilizować do działania. Coś się musi zadziać, rzeczywistość musi zacząć uwierać.

  • Jak kolec, na którym się siedzi zbyt długo 😉

  • Magdalena

    Dokładnie tak:)