Złoty środek – między życiem tu i teraz a odroczoną przyjemnością

Tym razem pora na artykuł finansowy. Dlatego może Cię zdziwię, ale odniosę się do zdania z artykułu Magdy, który bynajmniej nie traktował o finansach.  Zdanie to uświadamia kolosalny wpływ na nasze życie czynnika, którego najczęściej w ogóle nie bierzemy pod uwagę!

Pozwól, że zacytuję: „Wcześniej jakoś nie brałam pod uwagę, że nawet bardzo precyzyjnie dookreślony cel, może nie zostać zrealizowany z banalnego powodu – to nie ten czas w życiu mojego klienta.”

Chciałabym byś zapamiętała to zdanie. A następnie – zastanówmy się gdzie obecnie jesteś.
Finansowo rzecz jasna.

Analiza wygląda tak:
Masz przychód – z którego żyjesz i który starasz się utrzymać/powiększyć/nie stracić za szybko, zakładam, że utrzymanie go wymaga wysiłku. Czyli – nie jesteś rentierką:)

Masz koszty – które trzymasz w ryzach/wyrywają się spod kontroli/rosną powoli lecz nieubłaganie/masz zamiar przyciąć – wybierz dowolny wariant lub wymyśl własną odpowiedź.

Teraz powstaje pytanie: jak długo ma trwać ten stan?

Do końca życia?
Nie, jeśli tylko nie umrzesz przedwcześnie, raczej nie chciałabyś pracować do końca życia. A jeśli nawet chciałabyś, trudno zakładać na 100%, że będziesz w stanie.

Do emerytury? Przepraszam, nie dosłyszałam? Naprawdę wierzysz, że emerytura zapewni Ci godne przetrwanie? Ja bardziej myślę o „cegiełce”, która pomaga się utrzymać – ale nie starcza na potrzeby.

Tak czy inaczej – widzimy wyraźnie, że powstaje tu pewna przykra luka. I sposób na jej zapełnienie musisz wymyślić Ty. Im szybciej zdasz sobie z tego sprawę – tym większa szansa na dobry efekt.

A teraz spójrzmy z drugiej strony. Masz x lat. Określoną, najczęściej nie szaloną pulę pieniędzy. Chęć by „trochę pożyć”, bo w końcu gdy będziesz mieć lat 70, smak życia i Twoje potrzeby nie będą takie same jak dziś. Do tego, nie masz żadnej, ale to żadnej gwarancji, że w ogóle dożyjesz tej przykładowej 70tki.  Może się więc okazać, że gdy zaciśniesz mocno pasa, będziesz odmawiać sobie wszystkiego, a w głowie mieć ten wspaniały okres konsumpcji i wolności „za 20-30 lat”… nie skorzystasz z przyjemności życia w ogóle.
Bo nie dożyjesz. Byłby to wielki niefart – nie sądzisz?
Dlatego, choć należę do osób oszczędzających, nie stosuję „odroczonej konsumpcji” w pełni i w wersji hardcorowej. Co i Tobie polecam do przemyślenia, tym bardziej, ze odmawianie sobie wszystkiego zbyt długo, może również za jakiś czas sprowadzić Cię na manowce zbytniego folgowania sobie i odbicia wahadła w drugą stronę.

Tak czy inaczej – stoisz przed wyborem. Masz swój budżet do dyspozycji – zrobisz z nim co zechcesz. Gdy podejmiesz już decyzję – zastanów się jaka jest Twoja motywacja, by decyzję tę utrzymać. Bo jaka by nie była – jeśli oznacza dla Ciebie ZMIANĘ – nie będzie łatwa. Przypomnij sobie zdanie z początku artykułu i zastanów się: czy to dobry czas na wdrożenie takiej właśnie decyzji? Czasem chcemy dobrze, ale nie dostaliśmy jeszcze od życia dostatecznie mocnego kopniaka by móc utrzymać się na dobrym kursie.
Z drugiej strony – może sama wizualizacja tegoż kopniaka Ci wystarczy?

Generalnie – do wszelkich decyzji finansowych musimy dojrzeć.
Podam Ci przykład: lata temu – a dokładniej tak jakoś… z 8-9 lat temu trafiłam na szkolenie. Dotyczyło nieruchomości, było dziko drogie jak na moje ówczesne możliwości, ale było mnie jednak na nie stać. Z dużym wysiłkiem – ale byłoby osiągalne. Obejrzałam nawet filmik video nakręcony przez uczestniczkę po właśnie tym odbytym szkoleniu – w którym pokazuje co robi, jak działa i jakie ma efekty. Zachwyciło mnie to.

Myślisz, że poszłam na kurs? Nie. Nie wiem dlaczego. Wydanie tych dwóch tysięcy złotych wydawało mi się zbyt ryzykowne – w odniesieniu do mojej ówczesnej psychiki i możliwości finansowych. Chyba po prostu nie czułam się gotowa. Pamiętałam o nim przez wszystkie kolejne lata, czasem nawet sprawdzałam czy wciąż jest organizowany. Tak minęło mnóstwo czasu -aż do momentu gdy ponownie trafiłam na temat nieruchomości. Czy tym razem podjęłam wyzwanie? Znów nie! Mało tego – uznałam, że to nie dla mnie, zbyt ryzykowne, złe! Minął kolejny miesiąc (a przyznasz, że miesiąc to bardzo mało czasu – tyle co nic) i dopiero wówczas kolejny bodziec okazał się impulsem do zmian. Niewiarygodne.

Dlatego warto zapytać samej siebie: na co jesteś gotowa? Jakie są konsekwencje faktu, jeśli nie jesteś? Czy możesz zrobić coś, by być gotowa szybciej – skoro Ci na tym zależy?

Zostawiam Cię z tymi pytaniami.

Zacznij dbać o finanse w kontekście całego Twojego życia – nie tylko najbliższego miesiąca czy roku!

A jeśli chcesz czytać o finansach częściej – zapraszam Cię również na bloga http://SilnaOdSrodka.pl.
Głównie dla mam i ich dzieci – ale przesadą byłoby powiedzieć, że tylko. Do zobaczenia.