Twoje priorytety ? czyli QUO VADIS kobieto?

Jakie są Twoje priorytety? Czy jesteś ich świadoma?

Jeśli widzisz je jasno, a Twoje działanie jest z nimi spójne, wówczas w Twoim życiu generalnie wszystko toczy się powoli, ale we właściwym kierunku. To być może odważna teza, ale jeśli działasz faktycznie zgodnie ze swoimi priorytetami – powinnaś w efekcie czuć, że Twoje życie pełne jest pozytywnie rozumianego ładu. Czasem, w szczególnych niecodziennych sytuacjach, może się okazać, że nasze priorytety nawzajem się wykluczają. Wówczas – mamy problem. I trzeba wybierać – ze świadomością do czego to prowadzi.

Osobiście – nie cierpię tego. Lecz niestety doświadczam, nawet dziś – i stąd mój pomysł na bieżący artykuł.
Teoretycznie – to takie łatwe : ustalmy priorytety. Zdecydujmy co jest najważniejsze.
Co jest u Ciebie na szczycie listy?

Samorealizacja? Gratuluję 😉 U mnie to szeroko rozumiane „Dobro moich dzieci” – które co chwilę stoją w opozycji do priorytetu nr 2 pt. „W pracy osiągam cele, które sobie wyznaczam”

Jeśli czytałaś mój poprzedni artykuł – już się domyślasz. Taaak, jestem znów „uziemiona”. Ponieważ poprzednim razem to małżonek opiekował się chorym dzieckiem – dziś zdecydowanie znów moja kolej (gwoli prawdy moja kolej przypada znacznie częściej niż jego – no ale to znów kwestia wyborów – tym razem wspólnych). Moje priorytety podrygują zatem nerwowo złoszcząc się. Czy jest na to rada? Chyba tak.

Przecież każdy z nas ma jeszcze inne priorytety– takie małe prioryteciki znacznie niżej na liście – ale też ważne. Może one mogą uczynić trochę miejsca dla tych ważnych, z konieczności zaniedbanych? Już podaję przykład.

Jednym z moich lubianych priorytetów (zwłaszcza zimą) jest: „wyspać się” :))

Cóż więc dzieje się dalej? Oto w sytuacji awaryjnej nadchodzi moment prawdy: co naprawdę jest ważniejsze?
Priorytet „wyznaczone cele” czy priorytet „chcę się wyspać”?

Pewnie rozumiesz do czego zmierzam.

Jeśli nawet coś nam psuje szyki i któryś z ważnych celów/priorytetów jest zagrożony – to jeszcze nie koniec. Nasza szansa wciąż istnieje – należy tylko dobrze przyjrzeć się – co w takim razie można zrewidować/zmienić/poświęcić.

I jakąkolwiek decyzję podejmiemy – być świadomą jej konsekwencji.

Bo najgorzej to dryfować… a potem zbudzić się w zaawansowanym wieku i z przerażeniem zapytać: JAK JA SIĘ TUTAJ ZNALAZŁAM?? Każdej z nas codziennie coś przeszkadza. Coś mniej lub bardziej ważnego – pytanie co z tym zrobimy. Zatem przy okazji: noworoczne życzenie samoświadomości w tym Nowym 2013. I wszystkiego najlepszego!

Wasza (tym razem niewyspana)

M.