Prawo do szczęścia

Dzisiejszy post będzie nieco nietypowy- bo o czymś, co teoretycznie każda z nas OCZYWIŚCIE sobie daje: mam na myśli prawo do szczęścia.

Gdy biegniesz, w pośpiechu stwierdzasz: jasne, mam prawo do szczęścia, daję sobie prawo do szczęścia, może są biedne kobiety po traumatycznych przejściach co nie dają sobie tego – ale JA?? Oczywiście, że tak. Takie podstawy mam poukładane i pod kontrolą.

Po drodze bierzesz na barki kolejne ciężary, no bo takie jest życie, pewne rzeczy muszą być zrobione, kto jak nie ty, itd… No i tak sobie biegniesz przez życie, do momentu gdy robi się ZA CIĘŻKO, a Ty myślisz: COŚ JEST NIE TAK.

Dochodzisz do wniosku, że to zmęczenie, no tak, zmęczenie oczywiście, wystarczy parę dni urlopu i znów wskoczysz w swoje koleiny rześka jak wiosenny poranek. A tu… pudło.

Parę dni odpoczynku minęło, a jest GORZEJ. Myślisz o tym ile rzeczy czeka byś się nimi zajęła, o ludziach nawet nie wspomnę, świat Cię woła, a Ty… zgubiłaś tę wewnętrzną iskierkę co zawsze Cię napędzała.

Niedobrze.

I znów: wiesz, że masz to cholerne prawo do szczęścia, ale czy prawo do szczęścia to również prawo do własnego, tylko swojego pół godziny dziennie? Ooo tu już nie masz pewności. No może teoretycznie to nawet tak, ale w praktyce dobrze wiemy jak to jest, hm… aż pół godziny, no nie wiem…

A gdyby się tak dalej zacząć zastanawiać (bo jesteś już zdołowana i leeeecisz w przepaść), to przecież co można zrobić w marne pół godziny? Jak masz szczęście, to dojedziesz na jogę i z niej wrócisz, na samą jogę czasu już nie starczy… To może nie warto sobie w ogóle zawracać tym głowy? Zebrać się w sobie, nie mazgaić, w końcu „Winners take it all”, więc jaka jest opcja? Jak wygrasz, będziesz szczęśliwa, proste!

Ups, już w to nie wierzysz, bo szczęście to moment, nie stan, a z drugiej strony życie to droga, a nie to co czeka na końcu. I nagle całą sobą rozumiesz, że prawo do szczęścia, to prawo do celebrowania tej drogi, bez względu na to czy masz cele, czy błądzisz, czy tylko unosi Cię fala…

Bez względu na to wszystko masz prawo cieszyć się każdym dniem, prawo do szczęścia właśnie – a może coś więcej nawet.

Zatem…. STOP!

Złap linę ratunkową, teraz, rzucam ją do Ciebie, jeśli tego naprawdę potrzebujesz, poczujesz, że powinnaś ją złapać, zawisnąć na niej, pomyśleć. Jak dobrze pomyślisz, nie będziesz musiała się mozolnie wspinać z powrotem, a poleeecisz, ale do góry tym razem.

Prawo do szczęścia – tak. Zauważ wreszcie te małe drobinki złota, które przepływają obok Ciebie w lepsze dni, ciesz się nimi, celebruj, nie czekaj na wielką bryłę złota, która jest gdzieś tam hen-hen, złap to, co jest w zasięgu! A może chcesz poznać więcej takich kobiet? Jak Ty?

Zapisz się na newsletter, pracujemy z Magdą nad kącikiem dla Ciebie i innych „poszukiwaczek złota”, dowiesz się o tym miejscu gdy będzie gotowe.