Mniej znaczy więcej czyli 5 sposobów na opanowanie rzeczywistości

Muszę powiedzieć, ze osiągnęłam pewien niewielki sukces.
Nie wiem jak Wy, ale bardzo często zdarza mi się kupować gazety i … ich nie czytać.
Dotyczy to zarówno gazet typu Tygodnik Powszechny jak i Wysokie Obcasy Ekstra czy Twój Styl. Nie ma znaczenia. W momencie zakupu oczywiście jestem przekonana o przydatności gazety – już sobie wyobrażam ile ciekawych rzeczy się z nich dowiem. A potem?
Potem leżą zapomniane kilka tygodni lub nawet miesięcy. 
Tak więc jaki to sukces- zapytacie?
Nastał weekend i… przeczytałam Twój Styl – aktualny, kwietniowy. A nie dajmy na to z grudnia!

Jest sukces, brawo ja.

Ale jaki z tego wniosek? Jaka mnie naszła refleksja?
A może by tak… mniej? Mniej … wszystkiego.

Mniej znaczy więcej.

1. Mniej ubrań, gadżetów nawet książek

Dlaczego książek też, zapytacie? U mnie działa podobny mechanizm jak w przypadku gazet. Kupuję kolejne, polecane przez kogoś książki. Nie ważne czy dotyczą one obszarów zawodowych czy nie. Mechanizm jest dokładnie taki sam. Nie daję rady ich przeczytać. Oczywiście sam fakt posiadania dużej biblioteki jest miły, ale de facto nic mi nie daje. Poza dobrym samopoczuciem oczywiście.

Z kolei pełna szafa ubrań, nie gwarantuje, że nie będziemy mieć porannych dylematów pt. „w co mam się ubrać?”. I tak będziemy chodzić w kilku ulubionych ciuchach a reszta będzie się tylko kurzyć.
Ten sam mechanizm dotyczy też wszelakich gadżetów kuchennych, domowych, łazienkowych, ogrodowych i wszystkich innych.

Ja na przykład przyznaję się do sprzętów (spora ilość) do pieczenia i dekorowania ciast.
A Ty?
Wniosek: kupuj mniej – nie kieruj się chwilą, emocją i promocją. Po prostu.

2. Mniej jedzenia

Nie namawiam oczywiście nikogo do głodówki, aczkolwiek podobno od czasu do czasu nie zaszkodzi. Chodzi mi raczej o przemyślane zakupy.
I sama przyznam – mam tutaj dylemat. Faktycznie, jest to prawda: robienie raz w tygodniu większych zakupów według listy oszczędza czas i wydaje się, że też pieniądze. Planowanie obiadów na cały tydzień porządkuje rzeczywistość, zwłaszcza zapracowanej Matki Polki.
Jeden minus –  kilka razy zdarzyło mi się wyrzucić przeterminowane lub zepsute jedzenie. A wyrzucać jedzenia bardzo nie lubię.
Wniosek?
Czyli jednak moja lista wymaga dopracowania – kupiłam za dużo.
Muszę się bardziej pilnować co i Tobie polecam.

3. Mniej zadań i projektów zawodowych

Przyznaję, że to jest mój problem. Wynika on pewnie  z tego, że bardzo wiele rzeczy chcę zrobić i wprowadzić w życie. Pomysły praktycznie pojawiają się codziennie – co jest  niezwykle inspirujące, ale jednocześnie bardzo męczące.

Doba ma 24h i to nie chce się zmienić:)

Co pomaga? Ustalenie planu pracy i priorytetów. Świadoma rezygnacja lub przesuwanie działania w czasie. Konsewencja w działania przy minimum elastyczności. Bo przecież nie można przewidzieć i zaplanować wszystkiego.
Pamiętaj: twój czas i energia też mają swoją cenę. Twoje plany też są ważne a sprawy „na wczoraj” z reguły wcale takie nie są. 
Minus – wydawałoby się, że finansowy, ale po podliczeniu – wcale nie.
A zysk?
Czas i mniej nerwów. W dzisiejszych czasach – bezcenne.

4. Mniej planów i oczekiwań

W stosunku do innych i do siebie. Zbyt wiele bierzemy na siebie spraw, zbyt wiele od siebie wymagamy. Chciałam napisać „oczekujemy” ale bardziej trafne mi się wydaje „wymagamy”. Zawsze na 100 % – w pracy i w domu. Wakacje idealnie zaplanowane, obiad ugotowany, ciasto do szkoły upieczone, projekt oddany przed terminem.

Brzmi znajomo?
No właśnie…

A może by tak bardziej realnie zaplanować swoje działania? Podkreślam: REALNIE.
Czasem odpuścić i odpocząć. A czasem poprosić kogoś o pomoc, jak nie dajemy rady.
Niełatwe, ale moim zdaniem konieczne, żeby nie zwariować i nie nabawić się nerwicy czy depresji. 

5. Mniej „pustych” relacji

Spotkań z ludźmi, z którymi niewiele nas łączy.  Mniej relacji, o które zabiegamy, ale bez wzajemności. Mniej bezproduktywnych spotkań czy szkoleń, na które jedziemy z przyzwyczajenia.
Długo można wymieniać. Życie jest za krótkie, aby je marnować na toksyczne relacje. Powiesz – truizm.
I pewnie będziesz mieć rację.
Ale z ręką na sercu odpowiedź: wprowadzasz to w życie?

W kolejce do przeczytania czekają nowe Wyskokie Obcasy Ekstra oraz kilka książek. Bardzo liczę na weekend majowy. Tylko czy znowu nie zaplanowałam zbyt dużo? 

Zobaczymy.

Trzymajcie kciuki. 

  • Znowu mam ten sam objaw. Czytam i kiwam głowa. Sama także pisze o tym, żeby traktować siebie dobrze, żeby sobie odpuszczać, Żeby sie nad sobą pochylać. A ze względu na swoje wykształcenie mam wrażenie, ze rozumiem to jeszcze od strony teoretycznych mechanizmów. Wiec siedzę, kiwam głowa i sie dziwie, ze takie proste bywa takie trudne.

  • Ja mam problem z wybieraniem priorytetów, im więcej biorę sobie na głowę, tym mniej robię. Zdecydowanie muszę skupić się na najważniejszych kwestiach. Odnośnie zakupów to również od paru miesięcy robimy tylko raz w tyg i widzimy ogromne różnice, nawet gdy kupimy czegoś za mało to staram zrobić obiad z resztek-czasem wychodzą naprawdę ciekawe potrawy 😉