Jak pozbyć się dyskomfortu?

Dyskomfort związany z CZYMŚ  – z rzeczą lub działaniem. Od czasu do czasu każda z nas zastanawia się jak się go pozbyć. Jeśli dyskomfortu jest za dużo w Twoim życiu – pora przeanalizować skąd się bierze i jak mu zapobiegać – w imię lepszej jakości życia. 
Ale ja chcę Cię przekonać do czegoś innego: wybierz świadomie swój dyskomfort i zaakceptuj go!
Efekty nie biorą się z niczego. Jeśli pragniesz sukcesów, korzyści, zarobków, zadowolenia z rezultatu – nie ma siły – osiągnięcie tych celów będzie wiązało się (choćby czasowo) z pewnym dyskomfortem.
Wmawianie Ci, że możesz pominąć ten cały bolesny etap – byłoby oszukiwaniem!

Zamiast tego namawiam Cię: zidentyfikuj poszczególne rodzaje swojego dyskomfortu.
Dowiedz się skąd się bierze. Przeprowadź dedukcję do jakiego efektu końcowego prowadzi Twój dyskomfort.
Na koniec zdecyduj czy warto go utrzymać, czy też należy się go pozbyć.
Jakiego dyskomfortu należy się pozbyć? 
Zatem teraz wyjaśnienie. Najpierw teoretyczne, potem przykład z życia.
Oczywiste jest, że gdyby mistrz olimpijski nie pogodził się z dyskomfortem związanym z ćwiczeniami, nie zaakceptował go – nie zaszedłby tak daleko. Ba – nigdzie by nie zaszedł. Potrzeba dużo samozaparcia by wstawać rano na ćwiczenia, odmawiać sobie jedzenia, które nie służy dobrym rezultatom sportowym, rezygnować z przyjemnego lenistwa.
Czy słyszysz w swoim otoczeniu kpiny z takich cech jak wytrwałość, upór, dążenie do odległego (a przecież niepewnego!) celu? Jeśli tak – uważaj – poglądy Twojego otoczenia pozostawiają na Tobie swój wpływ – i mogą Cię oddalać od Twoich celów!
Inaczej: jeśli natomiast będziesz akceptować non stop różne rodzaje dyskomfortu, jeśli będzie go w Twoim życiu za dużo, na dodatek bez poczucia, że zdobywasz w zamian coś wartościowego – również nic dobrego to nie daje.

Zanurzysz się w beznadziei narzekając jakie to życie jest złe i dryfując – gdzie przypadek Cię zaniesie. Również masz olbrzymie pole do zmiany.
Zatem przeprowadźmy dedukcję w jakimś banalnym obszarze życia:
wezmę na tapetę mega dyskomfort, który potrafi mi zepsuć początek weekendu!
Otóż nie cierpię sprzątać domu w weekend (brrr!), jak i z nie posprzątać (jest brudno). Na domiar złego nie podoba mi się opcja „pani do sprzątania” – z powodu dyskomfortu związanego z ceną tej usługi oraz dyskomfortu pt „nie lubię jak mi ktoś obcy chodzi po domu”.
Eksperymentowałam z tym dyskomfortem oraz płatną pomocą i gdy tylko moje młodsze dziecię jako tako podrosło – zrezygnowałam z ulgą.
Cóż mi pozostaje? Tak źle i tak niedobrze. Wydaje mi się ponadto, że nie mam czasu w tygodniu na sprzątanie. Okazuje się jednak, że wygospodarowanie odrobiny czasu w piątek lub czwartek i nakręcenie starszego dziecka „Zrobimy to razem, a tacie zostawimy to, to i to” daje stosunkowo najlepsze efekty, przy najniższym poziomie dyskomfortu. 
Uff – można wprowadzić na stałe – efekt jest, dyskomfort znalazł się pod kontrolą!

Teraz Ty.
Jaki cel chciałabyś osiągnąć? Czy wiesz już jakie niedogodności się z tym wiążą? Czy jesteś gotowa je zaakceptować?

Do dzieła – eliminuj, przekształcaj – a na koniec zaakceptuj dyskomfort- i dojdziesz do celu!

Oczywiście bardziej spektakularne efekty uzyskasz w innych dziedzinach niż sprzątanie ;))


 

  • Karo

    Końcówka mnie rozbawiła 😉 a juz myslalam, ze profil zmieniacie 😉