Ile oszczędności chciałabyś mieć?

Dziś zachęcam Cię byś puściła wodze fantazji. Czyli będzie – o finansach, ale jednak trochę marzycielsko. Nie znam Cię, Twoich potrzeb, rodziny, wydatków, ani możliwości zarobkowych, a mimo to proszę Cię: zastanów się, ile oszczędności chciałabyś mieć?
Ile byłoby w sam raz na już, a ile byłoby w sam raz na jakiś konkretny moment w przyszłości np. gdy będziesz szła na emeryturę?

Przyznaję: to taki mały trik, by zatrzymać Cię przy tym artykule, poudawać, że w sumie on nie będzie o niczym poważnym. Bo ponoć my – Polacy – nie lubimy rozmawiać o pieniądzach. Niestety, wiele wskazuje na to, że nie lubimy nawet o nich… myśleć.

"No jak to?" zdziwisz się może. Przecież większość z nas dość regularnie myśli o fakcie, że chciałoby mieć więcej pieniędzy. Ba, większość z nas nawet regularnie mówi (czytaj: narzeka) o tym, że ma ich za mało! I na dodatek najczęściej to prawda!

W tym aspekcie tak, natomiast jeśli chodzi o merytorykę, konkrety, planowanie – nie jest dobrze.
Za portalem bankier.pl zacytuję stwierdzenie: „Szwajcar zaczyna myśleć o swoim planie emerytalnym w dniu pierwszej wypłaty, a my w ostatniej”. Brzmi to dość słabo – ale chyba jednak jest w tym ziarnko prawdy?

Jednak nie o emeryturze dziś będziemy rozmawiać a o „zwykłych” oszczędnościach.
Czym są takie zwykłe oszczędności? To nic innego jak taka ”poduszka”, która przez jakiś czas nie pozwoli Ci upaść, gdy stracisz pracę, zachorujesz itp. Od oszczędności celowych różni się i to bardzo – zasadniczo nie wolno jej ruszać, dopóki nie jesteś zmuszona do tego przez niesprzyjające okoliczności. Czyli dopóki poduszka nie osiągnie zdefiniowanej wysokości, nie bierzesz z niej pieniędzy na wakacje, nie kupujesz kanapy, nie finansujesz nawet za to nowych, większych piersi, ani mniejszego nosa!

Nie i już.

No dobrze – zatem ile to jest ta „zdefiniowana wysokość”? Na szczęście (tzn. moim zdaniem na szczęście) dla każdego to całkiem inna kwota. Jeśli prowadzisz budżet – banalna do policzenia. To po prostu kwota, której potrzebujesz na zwykłe półroczne wydatki. Ta kwota będzie inna dla każdego z oczywistych powodów – choć wszyscy musimy jeść – niektórzy wydają na jedzenie więcej niż inni. Niektórzy mają dzieci. Niektórzy więcej niż jedno. Niektórzy posyłają je do prywatnych szkół, kupują drogie leki, płacą raty kredytów itp.  
Ważne byś pamiętała: w momentach próby (tak-bardzo-chcę-wydać-te-pieniądze – A JEST PROMOCJA!) nie zakładaj, że przecież możesz zmienić dziecku szkołę na darmową, do alergologa też się przecież dostaniesz państwowo i w ogóle „w razie czego” jesteś skłonna odpuścić jeszcze parę rzeczy. Nie o to w tym chodzi.
To ma być pół roku bez konieczności zmiany poziomu życia. Takie jest założenie.
Zatem jeśli Twoja rodzina wydaje miesięcznie np. 5000 zł: 
Wasza minimalna poduszka to 5000zł x6mcy  = 30 000zł.

A optymalna poduszka w tym wypadku to 60 000zł czyli roczne wydatki.

No dobrze, ale jak tu oszczędzać skoro zarobki nie są zbyt wysokie? I jakoś na koniec miesiąca nic nie zostaje do odłożenia?

Zdradzę Ci sekret: mi tez nic nie zostaje. Serio, niemal w każdym miesiącu nam – jako rodzinie – udaje się wydawać całą kwotę przeznaczoną „na życie”! A jednak od wielu lat odkładamy co miesiąc pieniądze.
Jak to robimy?
Od zawsze w ten sam sposób: najpierw przelewam na inne konto kwotę oszczędności. Przestaję widzieć te pieniądze, traktuję je tak, jakby ich nie było. Potem dopiero płacę rachunki i planuję jak wydać resztę.

Jeśli należysz do osób, które nie oszczędzają regularnie – spróbuj zacząć w najbliższym miesiącu. Gdy dotrą do Ciebie pieniądze – odłóż ich część. Nie powiem Ci ile procent – bo takie rady, w czasach gdy dysponowałam bardzo skromnymi środkami, uważałam za pozbawione sensu. Odłóż cokolwiek – nawet gdy będzie to całkiem symboliczna kwota!!!

Załóż sobie nowy arkusz excela lub weź choćby kartkę i zapisz tam: datę i przelaną kwotę.

W kolejnym miesiącu zrób to samo: przelej pieniądze i zapisz ten fakt. Będziesz już wiedzieć, czy odczułaś dotkliwie ten oszczędnościowy przelew – i jest to maksimum Twoich możliwości – czy wręcz przeciwnie – możesz odłożyć trochę więcej.

Zbuduj nawyk, polub go i kontynuuj.

Nawet gdy przelane kwoty nie będą wysokie, po roku będziesz zadowolona, że udało Ci się coś zgromadzić. A jeśli suma nie będzie Cię satysfakcjonować – może uruchomi Twoją kreatywność i najzwyczajniej w świecie, w kolejnym roku zarobisz więcej pieniędzy?
Czego serdecznie Ci życzę!

A teraz – jeśli to nie tajemnica – proszę podziel się w komentarzu, jakie oszczędności faktycznie dałyby Ci spokojny sen?
Jakie sobie wymarzyłaś na początku artykułu i dlaczego właśnie takie?

 

 

  • ciekawe, może faktycznie lepiej z góry odkładać kwotę niż po zamkniętym miesiącu? Choć wydaje mi się, że bardzo mało „pierduł” kupuję.

  • żadne oszczędności nie dadzą mi spokojnego snu, bo pieniądze zawsze kiedyś się kończą 😉

  • Ja chyba muszę się pochwalić 🙂 Kiedyś rozmawiałam z koleżanką o tym, że ona wszystkie drobne stara się wrzucać do skarbonki i nieźle potem zaoszczędziła. Postanowiłam wrzucać do skarbonki 5 zł, jeśli będę je miała w portfelu. Po miesiącu uzbierałam 120 zł! Może dla niektórych to mało, jednak dla mnie to spora oszczędność 🙂 A drugie konto również mam i udaję, że nie ma tam żadnych pieniędzy 😀

  • Magdalena

    Z podobnych sposobów – jest jeszcze usługa typu smart saver- od każdej transakcji bank z automatu odprowadza na osobne konto ustawiony przez nas procent. Bardzo fajne oszczedzanie w stylu “niewiadomokiedy’:)

  • Magdalena

    Myślę, że warto spróbować:)