Grzeczne dziewczynki…

Muszę skorzystać z tytułu tej znanej książki: „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam gdzie chcą” – choć nie będzie tu ani recenzji, ani odnośników do treści. Dlaczego? Już wyjaśniam. Otóż przy wyborze tematu tego artykułu, towarzyszą mi dość nietypowe okoliczności. W sumie smutne i stresujące – ale jednocześnie bardzo pobudzające do refleksji! Przy czym zaznaczam: jeśli żyjesz radośnie i pełnią życia – w zasadzie możesz sobie darować ten tekst.

Jeśli jednak zdarza Ci się odpuszczać, przekładać na później, nie domagać się tego na co zasługujesz – czytaj!

Do rzeczy. Za mną stresujący tydzień, podczas którego groziło mojej rodzinie, że już na zawsze pożegnamy się z naszym czworonożnym przyjacielem. Milli ma 8 lat, jest cavalierem i właśnie przeszedł serię wyczerpujących ataków padaczki. Baliśmy się, że nie da rady, że się nie pozbiera, ale leki zaczęły działać na czas i Milli znów jest „stabilny”. Dlaczego o tym piszę? Otóż po tych atakach wydarzyło się coś dosyć dziwnego. Nasz pies całe życie był spokojnym, ułożonym psem, pogodzonym z faktem, że trzeba się słuchać i nie przysparzającym nam żadnych niespodzianek. Gdyby nie był płci męskiej, mogłabym go zakwalifikować właśnie do kategorii „grzeczne dziewczynki”.

Za to teraz, po doświadczeniach „na krawędzi” przeszedł po prostu metamorfozę. Zmienił się! Gdy nas nie ma odsuwa deskę, która zatrzymuje go w kuchni i idzie na kanapę. Gdy wracamy bynajmniej nie ucieka z tej kanapy – ale pokazuje nam się z radosną miną: „siedzę sobie i CO?” Zaczął obgryzać taboret, kokardki na spódnicy najmłodszej latorośli (Mamoooooo!!!!!), a przede wszystkim wyćwiczył się w rozpaczliwych piskach, które uskutecznia gdy tylko idziemy na piętro, a on zostaje sam na dole. Wrócił do zabawy ze swoim misiem – i nie przeszkadza mu nawet fakt, że po atakach ma spore problemy z równowagą i co rusz rozjeżdżają mu się łapy. Traktuje to ze stoickim spokojem i dalej robi to co zaplanował!

Innymi słowy – wygląda na to, ze odrzucił zahamowania i robi to na co ma ochotę – na miarę swoich psich możliwości!

Zaczęłam się nawet zastanawiać czy wpływa to negatywnie na mój stosunek do niego – ale odpowiedź brzmi: absolutnie nie! Wręcz przeciwnie, ten jego nowy „pazur” w charakterze, zmienia naszą relację na plus, wzbogaca ją (no dobrze, z wyjątkiem tych pisków o 6.00 rano, wówczas moje myśli są raczej mordercze). Mój pies po prostu przestał być „niewidzialny” i przetasował tym samym relację z każdym członkiem rodziny.

Jakie znaczenie ma to dla Ciebie? Ogromne. To kolejny dowód na to, jak nie warto zaliczać się do kategorii „grzeczne dziewczynki” nie sprawiającej problemów. Jak warto sięgać po więcej, mimo że zmienia to relacje z innymi. Jak bardzo się to OPŁACA (ilość psich ciasteczek jakie Milli dostał w ciągu ostatniego tygodnia znacznie przekracza dotychczasową średnią ;))

Tak już po prostu jest – jeśli pokazujesz innym swoje potrzeby, jeśli domagasz się liczenia się z Tobą – oni nie mają wyjścia – muszą to uwzględnić! Oczywiście napotkasz opór (sio z tej kanapy!), ale jeśli będziesz konsekwentna – wcześniej czy później dokonasz zmian. Mniejszych lub większych, będących kompromisem potrzeb Twoich i otoczenia.

Jakie jest zatem moje przesłanie?

NIE BÓJ SIĘ!

Nie bój się działać, zmieniać, kształtować – nie bój się życia po prostu!

Bo grzeczne dziewczynki dostają tylko to, co inni chcą żeby dostały. Rzadko jest to to samo, co one by wybrały.

Pamiętaj o tym – i jeszcze dziś weź od życia coś, na co masz ochotę!